Fajnie się zaczęło
Komplet punktów, siedem zdobytych bramek i ani jednej straconej - piłkarzom Wisły nie brakuje powodów do radości. Ale na pewno nie jest to euforia, w końcu dotychczasowi przeciwnicy do potentatów nie należeli i dopiero najbliższy mecz z Widzewem Łódź powinien być poważniejszym egzaminem dla ekipy trenera Oresta Lenczyka.<p>Jednym z najbardziej zadowolonych ludzi w Wiśle jest Artur Sarnat, który jeszcze ani razu nie musiał sięgać do siatki po piłkę.<p>- Najbliższy tego byłem, gdy w Grodzisku strzał na moją bramkę oddał... Marek Zając - mówi Artur Sarnat. - Na szczęście refleksu nie zabrakło i uchroniliśmy się od samobójczej bramki. Fajnie się dla nas ta liga zaczęła i oby trwało to jak najdłużej. A myślę, że szansa na kontynuowanie dobrej passy jest, bo dotychczasowe zwycięstwa, wbrew temu co sądzą niektórzy, nie wynikają z tego, że mieliśmy słabszych rywali, a z tego, że zespół jest w dobrej formie. I będzie w jeszcze lepszej.<p>- Pomówmy o Pańskiej grze. Zachował Pan dotychczas czyste konto, ale z drugiej strony wśród rywali nie miał kto za bardzo tych bramek strzelać.<p>- Przeciwnik nie strzela gola, bo albo jest słaby, albo trafia na drużynę, która mu na żadne harce pod własną bramką nie pozwala. Nasza obrona, mimo że przemeblowana, pod okiem Radka Kałużnego w Grodzisku pokazała, że potrafi unikać błędów. Dla mnie takie zmiany personalne w obronie, to pewien stres, ale już w tym drugim meczu się go pozbyłem. Bo wszystko nam się dobrze ułożyło. Moim zadaniem jest tylko zachowanie koncentracji przez cały mecz, co bywa trudne w sytuacji, gdy rywale oddają 4 strzały przez 90 minut. Ale ja sobie z tym radzę.<p>- Wiosną różnie z tym bywało...<p>-...tak, ale teraz zaszły we mnie spore zmiany. Trener dużo ze mną rozmawia, to mnie podbudowuje psychicznie. Poza tym zmienił się mój trening, dostosowany do mojej mentalności. Ja lubię krótkie, dynamiczne treningi, w których jest dużo ćwiczeń na szybkość. Jestem z tych zajęć bardzo zadowolony, tak jak i bardzo cieszy mnie to, że przez cały czas jestem pod kontrolą dr Wielkoszyńskiego. Dzięki jego badaniom można natychmiast reagować na sygnały dawane przez organizm każdego z piłkarzy. <p>- Wasze wicemistrzostwo Polski z ubiegłego sezonu uznane zostało za porażkę. Kibice Wisły, jej właściciele, potrzebują zwycięstw.<p>- Medal mistrzostw kraju nigdy nie jest porażką. Ale my mamy świadomość, że jesteśmy drużyną, która ma wszelkie szanse na wygranie ligi. I wszyscy jesteśmy zmobilizowani, by ten cel osiągnąć. Ta chęć zwycięstwa ma szczególny posmak, bo w tym sezonie groźnych przeciwników jest więcej. Będzie się z kim sprawdzić.<p>Jakby mniej powodów do radości ma Kazimierz Moskal, doświadczony wiślak, który w pierwszym meczu wyszedł w podstawowym składzie, ale opuścił boisko po 45 min. gry. W Grodzisku wszedł jako rezerwowy na 12 min.<p>- W meczu z Ruchem trener mnie zmienił, bo uznał, że trzeba zmienić taktykę gry w defensywie - mówi Kazimierz Moskal. - Słyszałem głosy obserwatorów meczu, że na prawej stronie boiska przeszkadzaliśmy sobie z Markiem Zającem, ale moim zdaniem nic takiego nie miało miejsca. W Grodzisku siedziałem na ławce rezerwowych, a w końcówce meczu trener wpuścił na boisko doświadczonych zawodników, czyli mnie i Tomka Kulawika, żeby dać odpocząć tym, którzy zapracowali na prowadzenie 3:0. My mieliśmy przypilnować, żeby po zmianach nic się na boisku w grze Wisły nie popsuło. Oczywiście tak jak każdy chciałbym grać w podstawowym składzie, bo uważam że moja forma jest na poziomie tego co prezentowałem wiosną, a wówczas zbierałem trochę pochwał. Ale cierpliwie czekam na swoją szansę. Meczów w lidze i pucharach będziemy mieli bardzo dużo. Jak gra Wisła? Bardzo efektywnie co widać po zdobytych golach. Na pewno powinniśmy się wszyscy cieszyć z tego, że nie tracimy bramek, bo wiosną był to nasz największy mankament.
5394 |1984 |12249 |6298 |603 |11815 |4874 |5510 |20454 |19328 |